Dojechaliśmy do zamku. Nigdy wcześniej nie widziałam na żywo takiego miejsca, a więc teraz robiło na mnie ogromne wrażenie. Nawet odechciało mi się spać, kiedy wysiedliśmy z samochodu i żwawym krokiem przemierzaliśmy dziedziniec w drodze do potężnych, zdobionych wrót.
Inaya prowadziła nasz pochód, zaś jej brat – Falco, zamykał go, bawiąc się telefonem.
Dostaliśmy się na Główny korytarz, który w zasadzie bardziej przypominał balkon. Po lewej stronie znajdowały się drzwi do pokoi, po drugiej balustrada i widok na plażę. Nie mogłam oderwać wzroku od intensywnie niebieskiej wody... Dopiero kiedy się potknęłam odzyskałam przytomność umysłu. Lauren pociągnęła mnie za rękę i teatralnie westchnęła, co trochę ostudziło mój zapał do rozglądania się nie tam gdzie trzeba. Skupiłam się na posadzce.
- Jeden dla panów... - Inaya otworzyła drzwi, a potem podeszła do następnych i je także rozwarła na szerz. - I jeden dla pań. Odświeżcie się, za dwadzieścia minut ktoś przyniesie wam coś do jedzenia. Poprosiłam by przygotowali jakieś ubrania, ale rozmiary pewnie się nie zgadzają. No zobaczymy. W każdym razie kiedy zjecie coś ciepłego, będziecie mogli w końcu się wyspać – powiedziała, zanim się rozeszliśmy.
- A co z wyjaśnieniami? - Keith zapytał twardym tonem. Skrzyżował ręce i popatrzył na nią groźnie.
Poprawiła skrzydła i uśmiechnęła się w dziwny, złośliwy sposób.
- O wszystkim, no może prawie wszystkim, dowiecie się w swoim czasie. Naszym zadaniem jest utrzymać was przy życiu, więc pozwól, że tym właśnie się zajmiemy.
Falco uznał rozmowę za skończoną, więc ruszył przed siebie. Po chwili dogoniła go Ina, a my jedynie wymieniliśmy spojrzenia, zgadzając się z tym, że przede wszystkim musimy odpocząć.
***
- Zajmuję łazienkę! - krzyknęła Lauren, kiedy tylko zamknęłam za nami drzwi.
W sumie... pasowało mi to. Miałam chwilę, by pozachwycać się naszym pokojem. Chociaż prawie wcale nie urządzony – prezentował się niesamowicie! Ściany i posadzka zrobione były z dziwnego, jasnobrązowego kamienia. Wszystko w pomieszczeniu było starannie zharmonizowane. Pod ścianą stały dwa solidne i duże łóżka z mnóstwem uroczo ułożonych poduszek. Świeża, biała pościel została przykrywa futrzanymi kocami. Usiadłam na jednym z nich i pogłaskałam materiał. Pewnie nie uległabym pokusie położenia się i wtulenia w niego, gdyby nie okno. Wielkie okno, za którym miałam widok na część miasteczka oraz wspaniałe jezioro.
Przez kilka minut badałam wzorkiem okolicę. W końcu usłyszałam, że prysznic przestał działać, więc domyśliłam się, że Lauren zaraz wyjdzie. Nie nastąpiło to aż tak szybko...
- Ona mówiła, że mamy jakieś nowe ciuchy? Rozejrzysz się? - zapytała, wychylając się z łazienki w ręczniku.
Nie leżały nigdzie na wierzchu... Najlogiczniejszym wyborem była szafa i jak się okazało był to strzał w dziesiątkę. Dwie proste sukienki, kilka pras spodni, koszulki, swetry. Wybrałam coś i zaniosłam blondynce.
Później sama mogłam się w końcu umyć. Dopiero gdy weszłam pod prysznic obejrzałam pomieszczenie. Bardzo ładne i bardzo... białe. Szampon o zapachu mango zdecydowanie poprawił mi humor. Ubrałam się i dokładnie wytarłam włosy. W wyposażeniu nie było suszarki.
Lauren zasnęła, więc cichutko wślizgnęłam się do swojego łóżka, zagłębiłam w tych wszystkich mięciutkich poduszkach, przykryłam puszystą pierzyną... Poczułam się szczęśliwa i bezpieczna.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz